Ciekawostki

nasz glos logo PE: Będzie zakaz macierzyństwa zastępczego?

dodane: 27/12/2015 przez: Arek Pinned item
Parlament Europejski stanowczo potępił praktykę surogacji (macierzyństwa zastępczego). Dokonał tego przyjmując doroczny raport na temat praw człowieka i demokracji w świecie (za 2014 rok) i polityki Unii Europejskiej w tej dziedzinie.
W paragrafie 114 raportu czytamy, że Europarlament potępia "praktykę macierzyństwa zastępczego, które podważa ludzką godność kobiety, skoro jej ciało i jej funkcje rozrodcze są używane jako towar".
Deputowani do PE uważają, że praktyka wynajmowania matek-surogatek, która powoduje "wykorzystywanie w celu reprodukcyjnym ludzkiego ciała dla finansowego lub innego zysku, szczególnie w przypadku ubogich kobiet w krajach rozwijających się, powinna być zakazana i traktowana jako pilna sprawa w ochronie praw człowieka".
Decyzja Parlamentu Europejskiego potwierdza stanowisko wyrażone już w 2011 r. Wtedy Parlament oświadczył, że zjawisko matek-surogatek przyczynia się do wzmożenia handlu kobietami i dziećmi oraz nielegalnych adopcji ponad granicami państw. Obecnie PE uznał, że praktyka macierzyństwa zastępczego powinna być zakazana.
Decyzję Europarlamentu z zadowoleniem powitała Federacja Europejskich Stowarzyszeń Rodzin Katolickich (FAFCE). Wprawdzie - jak zauważył przewodniczący FAFCE Antoine Renard – tekst raportu zawiera "kilka problematycznych" stwierdzeń, sprzecznych z zasadą solidarności i godnością człowieka. „Mimo to na dzisiejsze głosowanie patrzymy jak na znak nadziei” - stwierdził Renard.

[Na podstawie serwisu informacyjnego eKAI (kw) - 17.12.2015 r.]

Artykuł udostepniony za pozwoleniem "Human Life International - Polska" za co bardzo serdecznie dziękuję.

nasz glos logo Parlament w Wielkiej Brytani odrzucił projekt legalizacji eutanazji

dodane: 27/09/2015 przez: Arek Pinned item
Brytyjscy parlamentarzyści już w pierwszym czytaniu odrzucili projekt ustawy o tzw. prawie do śmierci. Do głosowania doszło po raz pierwszy w dwudziestoletniej historii starań zwolenników „śmierci na życzenie” o legalizację eutanazji w Anglii i Walii.

Projekt ustawy rozpatrywano w Izbie Gmin, niższej izbie brytyjskiego Parlamentu. W trakcie głosowania 118 deputowanych opowiedziało się za, a 330 przeciw ustawie pozwalającej ciężko chorym „zakończyć życie pod nadzorem lekarza”.

Głosowanie poprzedziła burzliwa dyskusja. Niektórzy posłowie bardzo emocjonalnie argumentowali, że proponowane rozwiązania wszystkim cierpiącym pozwolą w końcu na „godną i spokojną śmierć". Inni natomiast stanowczo twierdzili, że samobójstwo wspomagane przez lekarza jest absolutnie nie do zaakceptowania.

Zwolennicy eutanazji użalają się teraz w mediach, że posłowie „nie mają kontaktu z rzeczywistością”. Sarah Wootton, przewodnicząca organizacji Dignity in Dying, dodaje: "umierający zasługują na coś lepszego". W jej rozumieniu godne umieranie to wyłącznie szybka śmierć.

Zgodnie z propozycjami autorów ustawy, osobom terminalnie chorym, dla których prognozowany czas przeżycia to mniej niż sześć miesięcy, lekarz mógłby przepisać śmiertelną dawkę leków. W każdym przypadku wystawienie „zabójczej” recepty poprzedzone byłoby uzyskaniem opinii dwóch innych lekarzy oraz aprobatą sędziego Sądu Najwyższego. Pacjent musiałby samodzielnie zażyć przepisany środek.

Środowisko przeciwników eutanazji nie kryje satysfakcji z wyników głosowania. Dr Peter Saunders (organizacja Care Not Killing) z zadowoleniem przyjął odrzucenie ponurej ustawy. Sanders stwierdził, że obecne prawo uznające eutanazję za przestępstwo, dobrze chroni chorych, starszych, niepełnosprawnych i chorujących na depresję. „To prawo chroni tych wszystkich, którzy sami nie mogą sprzeciwić się presji, przymuszaniu i wykorzystaniu. Skutecznie odstrasza potencjalnych krzywdzicieli i nie należy tego prawa zmieniać".

Zgodnie z brytyjskim ustawodawstwem, eutanazja jest traktowana jak zabójstwo albo morderstwo. Ponadto, na mocy ustawy o samobójstwie (The Suicide Act 1961), poważnym przestępstwem jest również zachęcanie i pomoc w samobójstwie.

Za doprowadzenie do śmierci przez eutanazję albo pomoc w samobójstwie grozi kara do 14 lat więzienia.

[Tłumaczenie i opracowanie własne HLI Polska na podstawie serwisu informacyjnego BBC News/ Health (James Gallagher, Philippa Roxby) – 11.09. 2015 r.

Artykuł udostepniony za pozwoleniem "Human Life International - Polska" za co bardzo serdecznie dziękuję.

nasz glos logo Stratford-upon-Avon noca

dodane: 03/03/2019 przez: kris  
Stratford-upon-Avon
image description: Stratford-upon-Avon
Teatr w Stratford upon Avon.

nasz glos logo Matka chce urodzić dziecko zmarłej córki

dodane: 12/05/2015 przez: Arek  
Matka rozpoczęła batalię prawną, w celu otrzymania zgody sądu na dostęp do zamrożonych komórek jajowych zmarłej córki. Zamierza powołać do życia metodą sztucznego zapłodnienia, a następnie urodzić własnego wnuka.
Nieujawniana z imienia 59-letnia kobieta wraz z mężem domaga się wydania pozwolenia na pobranie zdeponowanych w klinice in vitro komórek rozrodczych córki oraz wywiezienie ich do Stanów Zjednoczonych i poddanie się sztucznemu zapłodnieniu w tamtejszej klinice rozrodu wspomaganego.
Prowadzący sprawę sędzia usłyszał od matki, że jej zmarła na raka córka chciała, aby oddane komórki jajowe zostały zapłodnione nasieniem anonimowego dawcy i wszczepione w łono matki-babki.
Córka, była jedynym dzieckiem swoich rodziców. W 2008 r., po zdiagnozowaniu choroby nowotworowej postanowiła zamrozić swoje jajeczka w klinice IVF w Hammersmith w zachodnim Londynie. Dwudziestolatka miała wielką nadzieję na wyzdrowienie i planowała urodzić dziecko po wyjściu z choroby. Niestety, zmarła w 2011 r.
Jej rodzice znaleźli w USA ośrodek zapłodnienia pozaustrojowego, który podejmie się „realizacji świadczenia”. Nowojorska klinika wyceniła swoja usługę na 92 tys. dolarów.
Ale brytyjski Urząd ds. Zapłodnienia i Embriologii Człowieka (HFEA), odmówił wydania "nadzwyczajnych regulacji” umożliwiających wywóz komórek jajowych do USA.
Rodzice odwołali się od decyzji urzędu do sądu. W pozwie napisali, że orzeczenie jest „niezgodne z prawem i bezpodstawnie ingeruje w prawa rodziny”.
Umierająca córka zdążyła wypełnić tylko formularz zgody na przechowywanie komórek jajowych po jej śmierci. Nie podpisała jednak stosowego dokumentu, w którym określiłaby, co się ma ostatecznie stać z tymi komórkami.
Po kilku latach matka relacjonuje przed sądem jedną z ostatnich rozmów z córką: „Mamo, ja już nie wyjdę ze szpitala. Wyniosą mnie w czarnym worku. Zaopiekuj się moimi dziećmi. Nie po to przeszłam to całe in vitro, żeby moje jajeczka się zmarnowały. Chcę, żebyś ty i tato wychowali te dzieci, z wami będą bezpieczne. Nie ma dla nich lepszych rodziców”.
Matka nie ma żadnych wątpliwości, że córka chciała mieć dzieci: "Jest dla mnie jasne, że ona chciała, aby jej geny wędrowały dalej, nawet po jej śmierci”.
Dochodzimy do granic absurdu! Powołujemy do życia dzieci umarłych. W tym roku osierocona matka chce począć i urodzić dziecko dawno zmarłej córce. Jaki pomysł pojawi się w przyszłym roku? Przecież komórki jajowe można już przechowywać przez dziesiątki lat…

[Tłumaczenie i opracowanie własne HLI Polska na podstawie serwisu informacyjnego BBC News/ Health – 08.05.2015 r.; także: HLI PL]

Artykuł udostepniony za pozwoleniem Human Life International - Polska za co bardzo serdecznie dziękuję.

nasz glos logo Wielka Brytania: Zasady dla “dziecka trojga rodziców”

dodane: 20/12/2014 przez: Arek  
Brytyjski rząd ogłosił zasady powoływania do życia „dzieci trojga rodziców”. Materiał genetyczny takiego dziecka pochodzi od trzech osób: matki, ojca oraz kobiety-dawczyni komórki jajowej. Jednak państwo będzie formalnie uznawało tylko dwoje rodziców.
Za pomocą nowej techniki medycyny rozrodu wspomaganego embriolodzy będą wytwarzać ludzi o określonych cechach genetycznych. Ideą przedsięwzięcia jest wykluczenie przenoszenia z rodziców na dzieci potencjalnie śmiertelnych chorób mitochondrialnych.
Wkrótce brytyjscy parlamentarzyści będą głosowali nad przyjęciem ustawy legalizującej nową procedurę in vitro. Zakłada się, że nowe prawo zacznie obowiązywać już w maju 2015 roku.
Przeciwnicy metody twierdzą, że „produkowanie” dzieci z DNA trzech osób może zagrażać gatunkowi ludzkiemu: „Rząd chce zalegalizować dziedziczną modyfikację genomu ludzkiego”. Powołują się na doniesienia naukowe z ośrodków w Australii, Niemczech i Stanach Zjednoczonych pełne obaw o bezpieczeństwo tej „pionierskiej terapii”.
Terapia polega na tym, że powołuje się do życia zarodek techniką in vitro, a następnie – zaraz po zapłodnieniu - usuwa jądro komórkowe z powstałej zygoty, które zostaje umieszczone w komórce jajowej z usuniętym kodem DNA. To tzw. ‘transplantacja’ mitochondrialna. Nowa technika jest formą inżynierii genetycznej.
Zwolennicy nowej techniki in vitro zarzekają się, że będzie ona ściśle reglamentowana. Rodzice będą musieli zwrócić się z wnioskiem do Komisji ds. Zapłodnienia i Embriologii Człowieka. Będzie ona analizowała każdy indywidualny przypadek i wydawała jednorazową zgodę na utworzenie zarodków o nietypowym DNA. Zgodnie z rządowymi przepisami:

1/ do zabiegu zostanie zakwalifikowana tylko taka para, u której występuje wysokie prawdopodobieństwo poczęcia dziecka ze źle rokującą chorobą mitochondrialną, np. z zespołem Persona;

2/ klinika in vitro będzie mogła oferować pacjentom technikę „3 w 1” wyłącznie na podstawie specjalnej licencji;

3/ dawczyni komórki jajowej nie może być z żaden sposób spokrewniona z dzieckiem;

4/ dziecko nie ma prawa do żadnej informacji o dawczyni.

Grupa Human Genetics Alert (HGA) twierdzi, że procedura jest niepotrzebna, niebezpieczna i stwarza precedens dla „projektowania genetycznie zmodyfikowanych dzieci”.
Dzieci poczęte przy użyciu tej procedury nigdy nie dowiedzą się, czyje geny noszą.

[Tłumaczenie i opracowanie własne HLI Polska na podstawie serwisu informacyjnego BBC News/ Health (J.Gallagher) – 17.12.2014 r.; także: HLI PL]
Artykuł udostepniony za pozwoleniem Human Life International - Polska za co bardzo serdecznie dziękuję.

nasz glos logo Progejowskie ustawy zniszczyły katolickie agencje adopcyjne

dodane: 16/12/2014 przez: Arek  
Znana od 127 lat brytyjska agencja adopcyjna o katolickich korzeniach nieodwołalnie zakończyła swą działalność.
Zniszczyło ją to samo ustawodawstwo, które skutecznie doprowadziło do zamknięcia wszystkich katolickich ośrodków adopcyjnych. Wielka Brytania w 2009 r. zalegalizowała adopcję dzieci przez pary homoseksualne.
Założone w 1887 r. prze biskupa Johna Butta, Catholic Children’s Society (Katolickie Stowarzyszenie Dziecięce) próbowało obejść to zdegenerowane prawo.
Zrezygnowało z katolicyzmu w nazwie i zaczęło działać pod szyldem Cabrini Children’s Society, chociaż nadal kierowało się katolicką etyką.
W skład rady nadzorczej stowarzyszenia wchodzili dwaj kapłani, a sponsorami były cztery angielskie diecezje. Prowadzenie działalności według dotychczasowych zasad nie powiodło się jednak z powodu anormalnych warunków prawnych i złego zarządzania.
Stowarzyszenie zaczęło też powoli tracić swoją katolicką tożsamość. Ze strony internetowej wycofano informacje o wartościach, jakimi się kieruje. Pozostało jedynie stwierdzenie, że CCS zostało założone przez biskupa.
Agencja adopcyjna w nowej formie szybko popadła w problemy finansowe. Z powodu trudności w pozyskiwaniu funduszy straty były ogromne, w bieżącym roku doszły do poziomu 875 tys. funtów. Zaczęły się zwolnienia pracowników i zamykanie kolejnych ośrodków lokalnych.
Ostatecznie Catholic Children’s Society musiało dać za wygraną. Jej majątek przeszedł na rzecz Diagrama Foundation, która to agencja przekazuje dzieci do adopcji także parom gejowskim.

[Na podstawie serwisu informacyjnego Radio Watykańskie (kb) via Deon – 14.12.2014 r.; także: „The Tablet” (T.Philpot) – l1.12.2014 r.]

Artykuł udostepniony za pozwoleniem Human Life International - Polska za co bardzo serdecznie dziękuję.

nasz glos logo Nowa bieda naszych czasów - wspólne zamieszkanie „na próbę”.

dodane: 15/09/2014 przez: Arek  
Liczba par w Polsce, które decydują się na wspólne zamieszkanie na długo przed ślubem, stale się zwiększa. Dla wielu młodych kohabitacja to obecnie pierwsza forma stałego związku – zawarcie małżeństwa z reguły poprzedzone jest okresem życia pod jednym dachem.

Z badań socjologicznych przeprowadzonych na Uniwersytecie Łódzkim wynika, że aż 70,4 proc. „narzeczonych” decyduje się na wspólne zamieszkanie, a kolejne 13,8 proc. ankietowanych zamierza wkrótce to zrobić. Takie „małżeństwo na próbę” młodzi uzasadniają potrzebą lepszego poznania się i sprawdzenia, czy do siebie „pasują”.
Niestety, coraz mniej kohabitacji kończy się małżeństwem.

Wspólne zamieszkanie i odkładanie ślubu „na później” albo całkowite odrzucenie zamiaru wstąpienia w związek małżeński, to rozwiązania praktykowane coraz częściej. Co gorsza, spotykają się one z coraz większym „zrozumieniem” nie tylko rówieśników, ale i starszego pokolenia, w tym rodziców.

Według CBOS, ponad trzy piąte badanych (63 proc.) akceptuje fakt, że młodzi ludzie odkładają decyzję o małżeństwie lub w ogóle z niego rezygnują. Od 2008 roku przyzwolenie na taką postawę umocniło się (wzrost o 6 punktów). Związek kohabitacyjny przestał być traktowany jako coś niemoralnego.

Ponieważ zjawisko to pojawiło się dużo wcześniej w krajach zachodnich, tam właśnie widać jego efekty.Przeprowadzone na Bowling Green State University w USA badania, pokazują kilka interesujących trendów.
Dr Karen B. Guzzo obserwowała losy prawie 18 tys. przedmałżeńskich par kohabitycyjnych, które zostały utworzone przez osoby w wieku od 18 do 34 lat.

Po pierwsze, w badaniach ujawniła się narastająca tendencja do coraz łatwiejszego zerwania dotychczasowej relacji. Przedślubny konkubinat coraz bardziej przypomina wspólne zamieszkiwanie dwojga singli, którzy wciąż są otwarci na poszukiwanie nowego, lepszego partnera, bo przecież „klamka jeszcze nie zapadła”.

Po drugie, zmniejsza się prawdopodobieństwo, że para mieszkająca razem w końcu weźmie ślub. Nawet jeśli urodzi się dziecko.

Większa niestabilność związku i malejące szanse na małżeństwo dotyczyły zarówno par, które zaręczyły się i planowały w przyszłości ślub, jak i tych, które tego nie zrobiły.

Dane statystyczne od dawna pokazują, że pary zaczynające od wspólnego zamieszkania są obciążone większym ryzykiem rozstania, niż te, które ze sobą nie zamieszkiwały. W socjologii zjawisko to ma nawet swoją nazwę: efekt konkubinatu.

[Tłumaczenie i opracowanie własne HLI-Polska na podstawie abstraktu materiału źródłowego; także: E. Wiater, „Mieszkanie razem przed ślubem”, DEON – 12.12.2012 r.; CBOS, „Społeczne oceny alternatyw życia małżeńskiego” – marzec 2013 r.]

Materiał źródłowy:
Karen B. Guzzo, „Trends in Cohabitation Outcomes: Compositional Changes and Engagement Among Never-Married Young Adults”, w : “Journal of Marriage and Family”, Volume 76, Issue 4, pages 826–842, August 2014

Artykuł udostepniony za pozwoleniem Human Life International - Polska za co bardzo serdecznie dziękuję.

nasz glos logo Zarządzanie służbą zdrowia bez etyki w UK.

dodane: 02/09/2014 przez: Arek  
Rodzina 84-letniej Brytyjki jest w szoku po stwierdzeniu, że ich krewna umierała w szpitalu w warunkach urągających ludzkiej godności. Wołania starszej pani o pomoc zostały całkowicie zignorowane. Pielęgniarki przez kilka dni nie karmiły jej, ani nie poiły. Odchodziła z tego świata leżąc we własnych ekskrementach.

„Nasza mama i babcia miała straszliwą śmierć. Ludzie nie traktują w ten sposób nawet psa, a szpital tak potraktował człowieka”.

Członkowie rodziny czują się zdruzgotani bezdusznością szpitalnego personelu. „Myślałam, że oddaję babcię w ręce profesjonalistów” – mówi wnuczka. Jej rodzice dodają: "Wiedzieliśmy, że mama umiera, że jej dni są policzone, ale przecież mogła umrzeć z godnością - nie w takich warunkach i nie w takim cierpieniu".

Pani June Game - wprawdzie podeszła w latach, jednak w niezłej kondycji zdrowotnej - została w swoim domu pod opieką dorosłej wnuczki, gdy córka z zięciem pojechali na krótkie wakacje. Niedługo po ich wyjeździe u starszej pani nastąpiło gwałtowne załamanie zdrowia. Z dnia na dzień. Wnuczka zawiozła babcię do szpitala w Milton Keynes. Trzy dni później pani Game już nie żyła.

Córka i zięć wrócili z urlopu jeszcze przed śmiercią pani Game. "Jestem w szoku” – mówi zięć. „Mama była w bardzo złym stanie, umierała. Dowiedzieliśmy się, że pielęgniarki nie karmią mamy i nie podają jej pić. Kiedy zapytałem, dlaczego nie podłączono kroplówki, pielęgniarka odpowiedziała, że to dlatego, iż po wypisaniu ze szpitala mama nie będzie chciała jeść samodzielnie. Początkowo naiwnie w to uwierzyłem. Ale potem okazało się, że oni się mamą w ogóle nie zajmowali. Przez trzy dni leżała we własnych odchodach”.

"Po śmierci mamy pracownicy szpitala nie chcieli z nami rozmawiać. Zgłosiliśmy sprawę do koronera. Uważam, że mamy obowiązek poinformować wszystkich o sytuacji w szpitalu. Nie chcę, aby to, co przytrafiło się naszej rodzinie, zdarzyło się komukolwiek innemu".

Gdy sprawą zajęło się biuro koronera, naczelna pielęgniarka szpitala przesłała rodzinie kondolencje i zapowiedziała przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego.

Coraz gorsze standardy opieki medycznej nad osobami starymi nie dotyczą wyłącznie Wielkiej Brytanii. W wielu krajach europejskich obserwujemy zaniechanie i wycofywanie się nie tylko z leczenia, ale nawet z czynności opiekuńczo-pielęgnacyjnych wobec starych pacjentów. To postępowanie wbrew etyce.

Etyka wymaga od lekarzy, pielęgniarek oraz urzędników resortu zdrowia ochrony praw chorego przed ich naruszeniem - nie tylko tak oczywistym, jak niehumanitarne traktowanie, lecz także przed ograniczaniem świadczeń leczniczo-opiekuńczych z powodów ekonomicznych.

Opinia publiczna powinna domagać się wzmocnienie nauczania etyki na uczelniach medycznych! Lekarz, pielęgniarka, położna czy ratownik medyczny nie mogą być przygotowywani do zawodu tak, aby stali się jedynie bezmyślnymi wykonawcami polityki, w której prawami pacjenta zarządza system oparty na rachunku ekonomicznej efektywności. Ma to szczególne znaczenie w kontekście ochrony zdrowia człowieka starego.

[Tłumaczenie i opracowanie własne HLI Polska na podstawie materiałów serwisu internetowego Milton Keynes Citizen (Amanda Devlin) – 23.07.2014 r.]

Artykuł udostepniony za pozwoleniem Human Life International - Polska za co bardzo serdecznie dziękuję.

nasz glos logo Jedno dziecko, troje rodziców – Wielka Brytania rozwija kontrowersyjną technikę in vitro

dodane: 24/08/2014 przez: Arek  
Brytyjscy embriolodzy są już coraz bliżej rutynowego tworzenie ludzkich zarodków z komórek rozrodczych trzech osób. Komisja ds. Zapłodnienia i Embriologii Człowieka orzekła, iż nie ma dowodów, że taka procedura jest niebezpieczne.
Ministerstwo Zdrowia, po przejrzeniu dokumentacji z eksperymentalnego zapłodnienia pozaustrojowego, przygotowuje wystąpienie pokontrolne z pozytywna opinią na temat kreowania zarodków „3 w 1”.
Naukowców poproszono jednak o dodatkowe badania i testy. Ministerstwo chce przygotować się do debaty parlamentarnej, która będzie kolejnym krokiem w procesie legalizacji nowej techniki. Urzędnicy potrzebują uzupełniających informacji technicznych i naukowych, aby mogli udzielić odpowiedzi na każde pytanie parlamentarzystów - szczególnie tych, którzy sprzeciwiają się pójściu medycyny na manowce w kwestii prokreacji.
Rząd spodziewa się, że prace legislacyjne nad aktem prawnym legalizującym nową technikę zostaną ukończone w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Bardzo aktywnie prowadzone są również tzw. konsultacje społeczne. Wpłynęło już 2 tys. różnorodnych wypowiedzi, ocen i rekomendacji.
Jak dotąd, zwolennicy nowej techniki in vitro zarzekają się, że będzie ona ściśle reglamentowana.
Rodzice będą musieli zwrócić się z wnioskiem do Komisji ds. Zapłodnienia i Embriologii Człowieka. Będzie ona analizowała każdy indywidualny przypadek i wydawała jednorazową zgodę na utworzenie zarodków o nietypowym DNA.
Powoływanie do życia zarodków, których materiał genetyczny będzie pochodził od trójki 'rodziców', to szczególnego rodzaju „metoda terapeutyczna” do wykorzystania w zapobieganiu chorobom dziedzicznym. Naukowcy chcą zatrzymać cykl przenoszeniu na dzieci chorób rodziców z defektami w mitochondrialnym DNA.
Mitochondria to małe struktury wewnątrz komórek, które dostarczają im energii. Defekty genetyczne powodują nieprawidłowe działanie mitochondriów, co może być przyczyną ponad 40 różnych poważnych schorzeń.
Brytyjscy naukowcy uważają, iż takich chorób można uniknąć o ile embriony przejdą tzw. ‘transplantację’ mitochondrialną. Procedura polega na tym, że powołuje się do życia zarodek techniką in vitro, a następnie – zaraz po zapłodnieniu - usuwa jądro komórkowe z powstałej zygoty, które zostaje umieszczone w drugiej komórce jajowej z usuniętym kodem DNA albo w drugim zarodku (od dawców) z usuniętym jądrem komórkowym. W rezultacie nowy zarodek dziedziczy geny z DNA pary rodziców plus DNA mitochondrialne dawczyni komórki jajowej. Nowa technika jest formą inżynierii genetycznej.
Wiadomo już, że żelazną zasadą ma być utrzymanie w ścisłej tajemnicy tożsamości „mitochondrialnego dawcy”. Dzieci urodzone przy użyciu tej procedury nigdy nie dowiedzą się, czyje geny noszą.
Grupa Human Genetics Alert (HGA) twierdzi, że procedura jest niepotrzebna, niebezpieczna i stwarza precedens dla „projektowania genetycznie zmodyfikowanych dzieci”. Dr David King, dyrektor HGA, wyjaśnił stanowisko organizacji: „Przypomina mi się stwór doktora Frankensteina, który powstał z połączenia organów pobranych od różnych osób… A ludzie nie widzą ani groteski, ani pogwałcenia praw natury czy norm kultowych w tym, co naukowcy i ich ‘bioetyczni pomocnicy’ chcą uczynić.”

[Tłumaczenie i opracowanie własne HLI Polska na podstawie serwisu internetowego BBC News/ Health (S.Mundasad) – 22.07.2014 r.]

Artykuł udostepniony za pozwoleniem Human Life International - Polska za co bardzo serdecznie dziękuję.

nasz glos logo Zmiany w Road Tax w Wielkiej Brytanii

dodane: 18/08/2014 przez: Arek  
Od 1 Października tego roku szykują się zmiany w Road Tax w Wielkiej Brytanii mianowicie z pojazdów znikną papierowe krążki potwierdzające opłacenie Road Tax.
Po 93 latach od wprowadzenia przez Driver and Vehicle Licensing Agency (DVLA jest odpowiednikiem Polskiego Wydziału Komunikacji) obowiązkowego opłacania podatku drogowego, którego dowodem jest papierowy krążek (Tax Disc) umieszczany na przedniej szybie pojazdu nie będzie już obowiązku posiadania tegoż. W zamian DVLA uruchomi elektroniczny system kontroli płacenia podatku drogowego.
Będzie można zapłacić jak dotąd jednorazowo całą kwotę na cały rok lub na pół roku jak również DVLA wprowadzi opłatę miesięczną, którą będzie można zlecić własnemu bankowi jako stałe zlecenia(Direct Debit). Jeśli chcemy zapłacić w ratach urząd doliczy nam opłatę manipulacyjną w wysokości 5% od wartości podatku. Do tej pory była to opłata 10%.
Pomysłodawcy tego projektu nie kryją, że zmiana ta przyniesie wiele oszcędności dla DVLA.

Więcej informacji można zasięgnąć na stronie DVLA: https://www.gov.uk/government/news/vehicle-tax-changes.
Related link: link